|
|
Witold Paszt na ŚwiętaZ Witoldem Pasztem rozmawiam w kameralnej scenerii restauracji Hotelu "Senator". Nastrój świąteczny, ubrana choinka, migoczące światełka; artysta zespołu VOX powrócił poprzedniego dnia z podróży. Nie ma zbyt dużo czasu - dla Czytelników Zamość onLine mówi o mijającym roku i planach na 2007.
TM - Pana najpiękniejsze Boże Narodzenie?
Witold Paszt - Jest takie Boże Narodzenie w mojej pamięci sprzed dwudziestu lat. Święta poza domem - piękne i smutne zarazem. Koncertowaliśmy w Chicago. W Wigilię byliśmy na Pasterce w polskim kościele. Przepiękna, ogromna szopka z ruchomymi postaciami Świętej Rodziny, kolędy, niepowtarzalna, serdeczna atmosfera chociaż na obczyźnie. Po mszy ksiądz zaprosił nas do salki przykościelnej na białe wino i ciasto. Podziękował za wspólna Pasterkę - tęsknota za domem i za bliskimi była jednak ogromna i dlatego pamiętam to szczególne Boże Narodzenie. Teraz staramy się spędzać święta w domach. Kolędujemy po Polsce ale w okresie przedświątecznym. Ostatni koncert mieliśmy w Jaworze koło Wrocławia - magiczne chwile - Burmistrz Jawora, mieszkańcy, światełko pokoju i wszyscy śpiewają kolędy tak, że słychać w niebie.
TM - Święta w domu - jaka jest Pana rola w ich przygotowaniu?
Witold Paszt - Oczywiście pomagam w przygotowaniu stołu wigilijnego. Moją specjalnością jest galantyna z karpia. Na myśl o tej potrawie moje panie stepują wesoło.
Uchylę rąbka tajemnicy - oto przepis (podany z pamięci!).
Karpia odfiletować, przepuścić przez maszynkę, z rybich głów przygotowujemy wywar. Do zmielonej ryby dodajemy trochę bułki tartej, jajko, pieprz, sól do smaku i dużo posiekanej zielonej pietruszki. W ściereczkę lub w grubszą gazę zawijamy wałeczek przygotowany z podanych składników, wkładamy do wywaru i gotujemy około 15 - 20 minut. Wyjmujemy i schładzamy; kroimy w plastry i układamy na półmisku. Należy sklarować wywar (dodać żelatynę) i zalać plastry. Dodatki to sos chrzanowy lub tatarski - niebo w gębie. Polecam!
To nie cała pomoc - mam duży udział we wspólnym kolędowaniu przy stole wigilijnym.
TM - Czy Sylwester to wielki bal czy w zaciszu domowym - rodzinnie?
Witold Paszt - Powitamy Nowy Rok w domu, w restauracji. W roku jest tak niewiele dni, kiedy możemy być wszyscy razem i nacieszyć się sobą. Planowany na święta wyjazd zespołu VOX do Kalifornii został przełożony na wczesną wiosnę i cieszy nas wszystkich fakt, że święta spędzimy w domu z bliskimi.
TM - Prezenty - piękniej dawać czy otrzymywać?
Witold Paszt - Każdy lubi otrzymywać prezenty, mnie też one cieszą - większą przyjemność mam jednak w obdarowywaniu prezentami - zarówno bliskich jak i obcych ludzi, jeśli zwrócą się do mnie o pomoc.
TM - Koniec roku to czas podsumowań - jaki był dla Pana i zespołu ten rok pod względem artystycznym - dokonania, występy? Który występ najważniejszy?
Witold Paszt - Nie pamiętam roku, który byłby nieudany dla mnie pod względem artystycznym - może to kwestia mojego charakteru. Satysfakcję daje mi każdy koncert, czy to zgrany dla pięciu czy pięciu tysięcy słuchaczy. Każdy występ jest jedyny w swoim rodzaju. W tej materii jesteśmy ortodoksyjni. Jeśli już mam określić wagę jakiegoś, to najważniejszy był koncert przed publicznością zamojską 24 września br., podczas pobytu kandydatek do tytułu Miss World w Zamościu. Pewnie byłoby trochę żal, gdybyśmy nie mogli optymalnie ustawić innych koncertów zaplanowanych dużo wcześniej na ten dzień. Tym bardziej, że ostatni koncert zgraliśmy w naszym mieście dziewięć lat temu.
W historii zespołu zagraliśmy fajne koncerty z udziałem Bad Boys Blue, z Shakin? Stevensem. Pamiętam też tourne w Niemczech - siedem miesięcy koncertów i ten w Friedrich?s Palace. Bajkowa scenografia na trzy piętra, trwa musical a spod podłogi wyjeżdża balet na lodzie Gabi Zajfert.
TM - Wkrótce 2008 rok - minie trzydzieści lat od chwili założenia Zespołu VOX. Jak panowie planujecie uczcić swój Jubileusz? Nowa płyta? Czy możliwy jest powrót do pierwszego składu z Ryszardem Rynkowskim?
Witold Paszt - Wielkiej pompy nie planujemy. Będzie to podwójny album - historia zespołu, przeboje i nowe utwory. Możliwy jest udział nie tylko Ryszarda Rynkowskiego, także Grzegorza Markowskiego i Andrzeja Kozioła.
TM - Wydał Pan niedawno solową płytę (po 20 latach śpiewania z zespołem) - "Jak słońce" - Czy Pan by chciał aby tak w życiu i w uczuciach było - czy tak jest? Jak jest ta płyta? Czy jest Pan z niej zadowolony?
Witold Paszt - Mogę tak powiedzieć, że jestem człowiekiem spełnionym, pogodnym i szczęśliwym - jak słońce. Z płyty jestem zadowolony, to bardzo dobra płyta, może jeszcze słabo wypromowana. Natomiast zespół jest dla mnie świętością. Moja solowa płyta nie jest zapowiedzią solowej kariery, w żaden też sposób nie koliduje z pracą zespołu.
TM - Plany i marzenia? Czy się spełniają? Komponuje Pan, śpiewa, nagrywa, znakomicie spisał się Pan w "Tańcu z gwiazdami", jest Pan w składzie reprezentacji artystów polskich w piłkę nożną. Pozostaje już tylko rola w filmie? Byłby Pan tym zainteresowany - może właśnie musical?
Witold Paszt - Marzenia są, ponieważ człowiek ma w sobie upór by marzenia realizować. Filmem muzycznym niewątpliwie mógłbym być zainteresowany - musical jak najbardziej - gdyby w przyszłości Mariusz Pujszo chciał zrealizować taki projekt, nie mówię nie. Póki co marzę o spowolnieniu tempa życia.
TM - Czy zaśpiewałby Pan w duecie - jeśli tak, to z jakim wykonawcą, polskim a może zagranicznym?
Witold Paszt -Gdybym miał wolne 100 tysięcy dolarów to myślę, że można taki pomysł zrealizować - zaśpiewałbym z Leonardem Cohenem. Dlaczego? Podczas pobytu w restauracji w Chicago uważnie przyglądała mi się kelnerka, aż wreszcie nie wytrzymała i zapytała - czy ja jestem Leonard Cohen - bo tak bardzo jestem podobny - no cóż, może za kilkanaście lat.
TM - Jak Pan ocenia kulturę w Zamościu?
Witold Paszt - Uważam, że promocja miasta idzie w dobrym kierunku. Przedsięwzięcia kulturalne są coraz bardziej zauważalne przez media. Coraz więcej jest kontaktów z telewizją. Myślę, że od czasów Pikniku z Dwójką miasto jest coraz bardziej znane. Wspomniana impreza - to kilkaset emisji w telewizji i był to chyba najlepszy Piknik Dwójki. No bo gdzie indziej można znaleźć taką niepowtarzalną oprawę dla imprez jak Rynek Wielki w Zamościu oświetlony nocą. Nie ma roku żeby nie było dużej imprezy pokazywanej przez telewizję. W tym roku - "szwedzki stół" - impreza zainicjowana przez Muzeum Zamojskie może stać się atrakcją Zamościa .
TM - Podzielam Pana zdanie - tylko koniecznie trzeba Szwedów zaprosić do Zamościa - w celach pokojowych oczywiście, żeby miasta nie łupili- wręcz odwrotnie - tutaj pieniądze zostawiali. Jeśli już mówimy o atrakcjach Zamościa, o magnesie dla mediów - może Pan wykreowałby jakąś muzyczną atrakcję?
Witold Paszt - Tak myślałem o tym. Myślałem o Festiwalu im. Marka Grechuty. Mogłoby to mieć rację bytu - oczywiście tylko ocena przez jury interpretacji utworów Marka. Widzę to tak, że uczestnicy festiwalu śpiewaliby jedną piosenkę Grechuty i dwa utwory poetyckie. Marzy mi się taka impreza. Zdarzyło mi się być w Nowym Sączu - Jednostka Wojskowa Podhalańczyków obchodziła jubileusz i odbywała się tam parada orkiestry reprezentacyjnej. Przecierałem oczy ze zdumienia - widowisko. Też zamarzyłem - wielka impreza wojskowa - Zamość to przecież niegdyś znakomita twierdza, mamy piękną historię twierdzy niezwyciężonej - Festiwal lub Przegląd Wojskowych Orkiestr Dętych. Prezentacja orkiestr, wejście na Rynek Wielki z czterech ulic - mogłoby się podobać.
TM - Mówił Pan o upamiętnieniu Marka Grechuty w Zamościu - wypowiadał się Pan na temat lokalizacji ławeczki z artystą. Niektórzy sugerują park - ja gdybym miała cokolwiek sugerować ,to uważam, że nie należy jej chować do parku ani stawiać na Rynku Wielkim - podpowiadam jedynie, że widzę ją na Rynku Solnym - zapewne tędy licealista Marek Grechuta przemierzał drogę z domu do "starej budy" - I LO. Co Pan o tym sądzi?
Witold Paszt -To dobre rozwiązanie, Rynek Wielki sam się obroni swoimi atrakcjami. Natomiast park powinien być miejscem odpoczynku, tętnić życiem do 22 godziny, napełniony wodą staw, kajaki, rowery - mogą być gondole; kafejki, boisko sportowe, kolejka dla dzieci - coś na wzór Parku Chorzowskiego.
TM - Kiedy opowiadam turystom zwiedzającym Zamość o Pana hotelu - są ciekawi gości hotelowych i Pana dalszych planów. Może Pan uchylić rąbka tajemnicy?
Witold Paszt - Hotel "Senator" funkcjonuje od dwóch lat. Znakomici goście to między innymi prof. Zbigniew Religa; muzycy - wykładowcy Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Warszawie - latem prowadzący warsztaty muzyczne u "Namysłowiaków". Na te warsztaty przyjeżdżają młodzi ludzie ze świata. Moje dalsze plany to odrestaurowanie zakupionych obiektów dawnego Domu Wycieczkowego, sąsiadujące z moim hotelem. To bardzo duża inwestycja i duże moje nadzieje z nią związane na wiele lat. O szczegółach porozmawiamy za jakiś czas.
Życzę wszystkim, aby uśmiech z twarzy mieszkańców Zamościa nigdy nie znikał; wszystko co najgorsze niech omija moich krajan. By w tym pięknym kraju było więcej tego co jest dobre - szacunku, życzliwości. Szczęśliwej drogi!
TM - Dziękuję za rozmowę i za życzenia. Pięknego przeżywania Świąt Bożego Narodzenia i pełnego sukcesów artystycznych Nowego 2007 Roku od Czytelników i redakcji.autor / źródło: Teresa Madej dodano: 2006-12-23 przeczytano: 4471 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|