www.zamosconline.pl - Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu
Zamość i Roztocze - redakcja Zamość i Roztocze - formularz kontaktowy Zamość i Roztocze - linkownia stron Zamość i Roztocze - komentarze internautów Zamość i Roztocze - reklama Zamość i Roztocze - galeria foto
Redakcja Kontakt Polecamy Komentarze Reklama Fotogaleria
Witaj w wtorek, 9 czerwca 2026, w 160 dniu roku. Pamiętaj o życzeniach dla: Pelagii, Felicjana, Sławoja, Efrema.
Czerwcowe przysłowia: Kiedy się Jasio rozpłacze, a Matuś (św. Anna) go nie utuli, to będzie płakał do świętej Urszuli. [...]

Turystyka: Noclegi, Jedzenie, Kluby i dyskoteki, Komunikacja, Biura podróży Rozrywka: Częst. radiowe, Program TV, Kina, Tapety, e-Kartki, Puzle, Forum Służba zdrowia: Apteki, Przychodnie, Stomatologia Pozostałe: Kościoły, Bankomaty, Samorządy, Szkoły, Alfabet Twórców Zamojskich

www.zamosconline.pl Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu


\Home > Kobieta na topie


- - - - POLECAMY - - - -




Młoda duchem Nestorka Przewodników

40 lat temu Ewa Strumidło uzyskała uprawnienia przewodnika turystycznego. Oprowadziła prawie 2 tys. wycieczek, w sumie tylu turystów ile liczy Zamość. Zajęło to jej 8610 godzin. To tak jakby oprowadzała bez żadnej przerwy pełny rok kalendarzowy. "Siła konia, zdrowie byka to są cechy przewodnika" - puentuje Nestorka zamojskich przewodników.

Rodowita tomaszowianka Ewa Strumidło pokazuje mi notes, w którym skrupulatnie rok po roku odnotowywała statystykę swoich wycieczek. Tak ją uczono na trwającym półtora roku kursie przewodnickim. Rekordowe były lata 80-te, po jubileuszu 400-lecia Zamościa - w sezonie oprowadzała ponad 100 wycieczek, ale wtedy zakłady dofinansowywały wycieczki. Do "tłustych" należała także końcówka lat 90-tych.

Teresa Madej - Jak zaczęła się twoja wielka przygoda z przewodnictwem?

Ewa Strumidło - Zaczęła się na Roztoczu. Wraz z rodziną wybrałam się do lasu, nad Tanew. Tam odbywały się konkursy na zakończenie rajdu PTTK. Przyglądaliśmy się jak z parasolką przechodzono po drzewie przerzuconym nad rzeką. Nasze zainteresowanie zauważyła jedna z organizatorek rajdu. Przekonała mnie do turystyki i już w 1971 r. zapisałam się na kurs przewodnicki. Wykładowcy przyjeżdżali z Lublina: Marek Wyszkowski, Sobieszek, Pajdowski, z Zamościa był Tadeusz Sokołowski. Uprawnienia uzyskałam w styczniu 1972 r. Mój zakład pracy (dziś TP SA) w 1974 r. przechodził reorganizację. Z Biłgorajem było złe połączenie, wybrałam Zamość, a rok później otrzymałam mieszkanie służbowe.
Pierwsza wycieczka była feralna. Jeszcze przed wyjściem do grupy ambitnie zaglądałam do notatek. Dochodzę do restauracji "Roztocze" i widzę, że stoi grupa nieco zawianych osób. Portier mówi, że już się o mnie pytano. Pojawił się kierownik i mówi: podpiszę pani zlecenie, tylko proszę nas na parking zaprowadzić. Pytam: gdzie zaparkowaliście. On odpowiada, że nie wie. Opisuję każdy zamojski parking ale kierownik odpowiada, że nie to ten. Dodaje, że zaparkowali pomiędzy blokami. Półtorej godziny chodziłam z nimi po Os. Róży Luksemburg. W końcu go znaleźliśmy. Kiedy otworzyli drzwi dwóch turystów, kompletnie "zmęczonych", wypadło z niego. Nie byli nawet na obiedzie.
Inna grupa to dla odmiany przedszkolaki z Zamościa. Pani opiekunka przed schodami ratusza dała mi wskazówki jak mam oprowadzać. Mam się przedstawić dzieciom, powiedzieć, że jestem przewodnikiem, pokazać znaczek przewodnicki, powiedzieć gdzie jesteśmy, potem wejść z dziećmi na schody, pokazać herb Zamościa, podziękować dzieciom, zapytać czy się podobało i żeby dzieci podziękowały pani nauczycielce. Dostałam od nich upominek, mam go do dziś - to korale z makaronu.

- Dlaczego zostałaś przewodnikiem?

Ewa Strumidło - Bo poczułam tę "iskrę". Przewodnikiem nie jest się dlatego, że się zdobyło uprawnienia. Trzeba to lubić. Ja to lubię. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że nie oprowadzam turystów. Jak nie będę mogła to usiądę na ławeczce na Rynku Wielkim i będę płakać. Teraz oprowadzam kameralne grupy oraz po trasie trystycznej twierdzy.

- Jaki wyglądało oprowadzanie w l. 70-tych? Jak przekonywałaś grupy do Zamościa, kiedy nie był jeszcze odrestaurowany?

Ewa Strumidło - Wtedy dużo mówiło się o martyrologii, każda grupa zwiedziała Rotundę. Teraz turyści nie chcą zwiedzać takich miejsc. Potem prowadziłam grupę do Arsenału i mówiłam o historii twierdzy. Mówiłam też o wspaniałej architekturze Miasta, o tym, że jest to "miasto idealne", zbudowane od podstaw. Takich miast, zbudowanych zgodnie z założeniem urbanistycznym, niewiele jest na świecie. Po renowacji ludzie z chęcią oglądali Zamość, wypytywali jak to przebiegało. Wycieczki rozpoczynało się dawniej od kojca w parku. Tam była makieta Zamościa.
Był czas kiedy każda wycieczka pytała w której kamienicy są marmurowe wanny i złote klamki. Tak było, ponieważ cała Polska rozpisywała się po 1980 r. o słynnym apartamencie dla tow. E. Gierka, który miał przybyć do Zamościa na Centralne Dożynki. Teraz pytają o kamienice Witolda Paszta.


Centralny Zlot Aktywu Krajoznawczego (CZAK) w Zamościu - Akcja "Zamość Wczoraj, Dziś, Jutro".


- Najtrudniejsze pytania, na które nie znalazłaś odpowiedzi?

Ewa Strumidło - Przewodnika trudno zaskoczyć pytaniem, ale kiedyś turyści mnie "zażyli". Byłam jeszcze mało doświadczonym przewodnikiem. Turyści poprosili abym im opowiedziała o sieci dróg na Zamojszczyźnie. W autokarze zauważyłam poruszenie, a potem skrzynkę z alkoholem. Oni chcieli sobie wypić na wycieczce, a że trzęsło to zażartowali i dopytywali mnie o jakość dróg.
Były i trudniejsze sytuacje. To była grupa architektów i historyków sztuki z Poznania. Jedna z pań zapytała mnie o podziały architektoniczne na kamienicy. Prowadziła naukowe dysputy i coś jej nie pasowało. Tak jak mnie uczono na metodyce, powiedziałam, że sprawdzę w materiałach źródłowych i odpowiedź jej prześlę. Odpowiedziała, że sama to sprawdzi.

- Zdarzyły się ekstremalne sytuacje?

Ewa Strumidło - Zawsze będąc na Roztoczu uprzedzałam grupę o trudnym podejściu. Wchodziliśmy na Bukowa Górę, wcześniej uprzedziłam, że jest to 60 m n.p.m. i kto nie czuje się na siłach niech zostanie w autokarze, który przejedzie na drugą stronę góry (na Sochy). W połowie góry okazało się, że jest pani chora na serce i dalej nie pójdzie. Zdecydowaam, że musimy wrócić do Zwierzyńca, choć grupa straci część programu. Poprosiłam aby panowie zrobili krzesełko z rąk i znieśli tę panią.
Zdarzył mi się też wypadek autokarowy. Grupa z Olsztyna przyjechała na 7-dniowy wypoczynek. Odebrałam ich w Suścu i wyjechaliśmy na drogę Zwierzyniec - Józefów. Kierowca poczuł, że coś złego dzieje się z autokarem. Zaczął zjeżdżać bliżej pobocza i wyhamowywał. Nie wiem co się stało ale autokar wywrócił się na bok. Na szczęście poważnego wypadku nie było. Zgodnie z regulaminem, wszystkie władze miały obowiązek pomóc przewodnikowi. Poszłam z kierowcą do sekretarza partii. Potrzebna była jakaś część do autokaru. Sekretarz wydzwaniał po warsztatach a ja ich oprowadzałam po Józefowie i okolicy. Pełna improwizacja. Był też telefon do Olsztyna o nowy autobus. Wreszcie sekretarz załatwił autokar z PKS-u z Biłgoraja. Odwiózł ich do Lublina i pociągiem wrócili do domu.

- Twoja wiedza o Zamojszczyźnie jest powszechnie znana, jesteś chodzącą encyklopedią. Jak pozyskiwałaś wiedzę, nie było internetu, a przewodnik prof. J. Kowalczyka ukazał się także później.

Ewa Strumidło - Nie było łatwo. Podczas kursu prowadziłam szczegółowe notatki. Ogromną wiedzę miał Marek Wyszkowski, miał programy o sztuce w zamojskim radiu. Dużo zyskałam studiując Tekę Zamojską. W bibliotece, mieszczącej się w synagodze, funkcjonował dobrze zaopatrzony dział regionalny. O Roztoczu pisała Bońkowiczowa. Po 1979 r. było już lepiej, pojawiły się przewodniki, publikacje i książki o Zamościu. Przedwojenny przewodnik Pieszki kupiłam w Krakowie. Był bardzo pomocny. Sporo wiedzy wnoszą szkolenia przewodników organizowane poza sezonem turystycznym.

- Turyści lubią legendy. Dużo ich znasz?

Ewa Strumidło - Sama nie wymyśliłam ale pamiętałam z opowiadań starszych przewodników i z książek. A to o Czartowym Polu, Wieprzowym Jeziorze i np. jest taki "Mydli Rów" koło Suśca. W Zamościu opowiadam legendę o hejnale, zamurowanej Bramie Starej Lubelskiej i kamienicy Linkowskiej. Ciekawostką dla turystów jest opowieść, że budynek ratusza z jednej strony jest węższy od drugiej o 1,5 m. To tak jakby wieża nie stała na środku ratusza. Widać to po attyce, jest też różnica w ilości stopni schodów. Tak było, nie wiem jak jest po wymianie schodów.

- Opowiedz o ważnych gościach, których oprowadzałaś po Zamościu.

Ewa Strumidło - Oprowadzałam panią minister sztuki Skibniewską. Zachwycała się cerkwią w Hrebennem. Do dziś mam od niej podziękowanie, choć ona już nie żyje. Oprowadzałam ambasadora ormiańskiego, a także zmarłego nie dawno Nadburmistrza Schwabisch Hall, kiedy przyjechał do Zamościa po raz pierwszy.

- O co turyści pytają najczęściej? Jak oceniają Zamość?


Coroczna Ogólnopolska Pielgrzymka Przewodników na Jasną Górę z kapelanem przewodników ks. Błażejem Górskim


Ewa Strumidło - Pytają, czy się tutaj urodziłam. Odpowiadam, że nie, ale kocham to Miasto. Przyznają, że w Zamościu jest czysto, choć brakuje, poza Rynkiem, koszy na śmieci i niestety toalet. Z tym jest problem, bo nie zawsze turyści są na tyle sprawni by zejść do toalety w piwnicy restauracji. Miałam przygodę z toaletą przy ul. Królowej Jadwigi, koło pałacu. Poszłam do tej toalety z całą grupą. Czekam na nich, a za chwilę biegnie wściekła pani i mówi, że żarty sobie z nich stroję. Podeszłam bliżej i widzę kartkę a na niej napis: Godziny urzędowania do 9.00 do godz. 14.00, a to było po godzinach "urzędowania". Interweniowałam w ratuszu. Zmienili napis.

- Czy zdaniem długoletniej przewodniczki Zamość jest dobrze wypromowany?

Ewa Strumidło - Moim zdaniem nie. Owszem, jest internet i jeśli ktoś ambitnie poszukuje to trafi do Zamościa, ale do nas ciągle jest za daleko, do innych miast turystom bliżej.

- Czy turyści pytają o rozrywkę, o nocne życie w mieście?

Ewa Strumidło - Zdarzyło mi się organizować koncert dla grupy u "Namysłowiaków za czasów dyrygenta Przytuły. Byli bardzo zadowolenie. Brakuje nocnego życia Miasta, wieczornych atrakcji.

- Byłą prezes Koła Przewodnika terenowych PTTK zapytam - czy każdy może zostać przewodnikiem?

Ewa Strumidło - Nie, nie każdy. Nie wszyscy kończący kurs pracują jako przewodnicy. Potrzebna jest odwaga, wiedza i to "coś", czyli umiejętność wyczucia grupy, opanowanie stresu. Nie można się zniechęcać. Jeśli ktoś tylko odklepie wiedzę, to nie zyska zainteresowania ani przychylności grupy. Zauważam, że niektórzy przewodnicy mają braki w metodyce: stają tyłem do grupy, przodem do obiektu. Albo nie zauważają, że im się grupa rozciągnęła przez całą długość Rynku Wielkiego. Czy skwar czy mróz przewodnik musi prowadzić grupę. Wszystko trzeba przezwyciężyć.

- Na zleceniu przewodnickim kierownik grupy odnotowywał pochwałę lub skargę na przewodnika.

Ewa Strumidło - Miałam taką pochwałę, że wszyscy się śmieli ze mnie: "Pani przewodnik wszystko nam pokazała, co miała do pokazania". Była też krytyka od pilota grupy orbisowskiej - "Pani przewodnik nie chciała się podporządkować moim zaleceniom". Nie podporządkowałam się bo polecił mi żeby w ciągu półtorej godziny oprowadzić po Zamościu i Krasnobrodzie. Oprowadziłam ich tylko po Zamościu.

- Znałaś ordynata Jana hr. Zamoyskiego. Opowiedz o tych spotkaniach.

Ewa Strumidło - Stałam z grupą na środku Rynku Wielkim i zauważyłam, że idzie pan ordynat. Chciałam go pokazać grupie i poprosiłam aby wszyscy nie patrzyli w jednym czasie w jego kierunku. Wwszyscy obiecali a potem jak jeden mąż gapili się na pana Jana. Zauważył to, zmienił kurs, podszedł do nas i zapytał - Skąd są turyści. Podali nazwę miejscowości a on od razu powiedział, że tam jest ciekawy kościół. Byli zaskoczeni jego wiedzą. Inne spotkanie zdarzyło się w Zwierzyńcu. Opowiadałam o ordynacie turystom z Poznania. Jeden z turystów zapytał dlaczego mówię per pan. Tłumaczyłam, że nie jestem z nim po imieniu, dlatego mówię "pan". Podchodzimy dalej a przed Rybakówką siedzi pan Jan. Zapytałam czy zgodzi się na chwilę rozmowy z turystą. Miało być 5 min. bo spieszyliśmy się na obiad. Rozmawiali godzinę a potem ten pan powiedział do mnie, że już rozumie dlaczego ja mówię o ordynacie - pan Jan. Kiedyś zabrał mnie z przystanku w Zwierzyńcu i odwiózł do Zamościa.
I jeszcze ciekawostka związana z panią Różą, żoną ostatniego ordynata. W czasie okupacji, w Zwierzyńcu kobiety czekały na hasło od pani Zamoyskiej, jaką zupę będą gotować następnego dnia. Po południu jeździł wozak od pani Róży i kobiety oddawały to co zostało w garnku do dużej konwi i on zawoził zupę do lasu, do partyzantów. Dlatego zupa w każdym domu musiała być taka sama.

- Pod koniec II półrocza br. dobiegnie końca realizacja projektu mającego na celu odtworzenie krajobrazu warownego Zamościa. Czy to uatrakcyjni Zamość?

Ewa Strumidło - Zapewne, ale trochę jestem zaniepokojona, bo jak to zmieścić w programie, kiedy wycieczki się spieszą? Tych atrakcji przybywa każdego roku, a Zamość promuje się na 2, najwyżej 3 godziny zwiedzania. Przybędzie po konserwacji park, odrestaurowana Katedra, może nawet krypty, są dwie trasy turystyczne, synagoga, itd. Nie bardzo sobie wyobrażam aby to wszystko można było pokazać turystom nawet w 4 godziny.

- Dziękuję za rozmowę.

Ewa Strumidło - To ja dziękuję.


autor / źródło: Teresa Madej
dodano: 2012-02-22 przeczytano: 3106 razy.



Zobacz podobne:

Warto przeczytać:









- - - - POLECAMY - - - -




Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu - Twoje źródło informacji

Wykorzystanie materiałów (tekstów, zdjęć) zamieszczonych na stronach www.zamosconline.pl wymaga zgody redakcji portalu!

Domeny na sprzedaż: krasnobrod.net, wdzydze.net, borsk.net, kredki.com, ciuchland.pl, bobasy.net, naRoztocze.pl, dzieraznia.pl
Projektowanie stron internetowych, kontakt: www.vdm.pl, tel. 604 54 80 50, biuro@vdm.pl
Startuj z nami   Dodaj do ulubionych
Copyright © 2006 by Zamość onLine All rights reserved.        Polityka prywatności i RODO Val de Mar Systemy Komputerowe --> strony internetowe, hosting, programowanie, bazy danych, edukacja, internet