www.zamosconline.pl - Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu
Zamość i Roztocze - redakcja Zamość i Roztocze - formularz kontaktowy Zamość i Roztocze - linkownia stron Zamość i Roztocze - komentarze internautów Zamość i Roztocze - reklama Zamość i Roztocze - galeria foto
Redakcja Kontakt Polecamy Komentarze Reklama Fotogaleria
Witaj w środę, 14 listopada 2018, w 318 dniu roku. Pamiętaj o życzeniach dla: Rogera, Serafina, Emila, Judyty, Wawrzyńca.
Listopadowe przysłowia: Na Stanisława Kostkę ujrzysz śniegu drobnostkę, a na Ofiarowanie przydadzą się i sanie. [...]

Turystyka: Noclegi, Jedzenie, Kluby i dyskoteki, Komunikacja, Biura podróży Rozrywka: Częst. radiowe, Program TV, Kina, Tapety, e-Kartki, Puzle, Forum Służba zdrowia: Apteki, Przychodnie, Stomatologia Pozostałe: Kościoły, Bankomaty, Samorządy, Szkoły, Alfabet Twórców Zamojskich

www.zamosconline.pl Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu


\Home > Kultura
- - - - R E K L A M A - - - -

 Polecamy domeny:

 kontakt:
   biuro@vdm.pl
   604548050

- - - - R E K L A M A - - - -





Pejzaże świata - rozmowa ze Stanisławem Pokryszką

Jak przyznaje urodzony w Wierzbiu na Zamojszczyźnie Stanisław Pokryszka swój talent zawdzięcza Stwórcy. Wystawa malarstwa absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, z dyplomem u sławnego kolorysty prof. Szancenbacha, którą można już podziwiać w BWA Galeria Zamojska była wyjątkową okazją do rozmowy z artystą plastykiem.



- Otwiera pan poczet artystów w rodzinie Pokryszków?

Stanisław Pokryszka: Tak. Natomiast mam dwie córki, które po części poszły moimi śladami. Są absolwentkami Liceum Plastycznego w Zamościu. Jedna z nich skończyła Wydział Artystyczny na UMCS w Lublinie i maluje. To zdolna dziewczyna. Próbowała się z tego utrzymać, ale wyjechała do Anglii i pracuje jako sprzątaczka. Prasa o niej pisze bo walczy nawet z brytyjską królową o polepszenie warunków pracy.

- Co zdecydowało, że wybrał pan naukę w Liceum Plastycznym?

Stanisław Pokryszka: Właściwie to nie wiem. Przypadek? Jak kiedyś powiedziałem, może to za sprawą nauczyciela, który mnie uczył w szkole podstawowej w l. 50-tych i rysował na tablicy. Ja nie mogłem wyjść z podziwu jak on ładnie i zgrabnie rysował. Tak myślę z perspektywy czasu. Rodzice nie ingerowali w moje plany. Jak sobie przypominam - sam wybrałem Liceum Plastyczne, sam zaniosłem dokumenty i sam przyjechałem na egzaminy. W Liceum byłem nieco dłużej niż program przewiduje.

- Dlaczego pana nauka w Liceum trwała dłużej?

Stanisław Pokryszka: Był to czas błędów i wypaczeń. Trochę się migaliśmy od nauki. Miałem kolegę, uznanego Sławka Karpowicza (1952-2001, artysta malarz ze Szczebrzeszyna, dyplom pracownia prof. Szancenbacha, później prof. krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych - przyp. autora). Byliśmy w jednej klasie. Kiedy zaczynaliśmy Liceum było nas w klasie 6 chłopców, a reszta to były dziewczyny. Do maturalnej, piątej klasy doszło nas tylko dwóch, reszta została w niższych klasach. Najpierw wymyśliliśmy, że poczekamy na nich i razem będziemy robić maturę. Delikatnie mówiąc, nie przykładaliśmy się do nauki, ale chcieliśmy być artystami. Pani dyrektor Maria Majdan zapytała nas: Chłopcy, a wy dokąd się wybieracie na studia? A my odpowiedzieliśmy, że oczywiście na Akademię do Krakowa. Co? Raczej kaktus mi na ręku urośnie. Mam dla was inną wersję - wy na przyszły rok wylądujecie w wojsku. Jak to? - zapytaliśmy. Żebyście stawali na głowie - to was dopuszczę do matury. I żebyście na głowie stawali jeszcze raz - to matury nie zdacie, bo wiecie, że jej nie zdacie. I armia czeka. To było szczere do bólu. Wiedzieliśmy, że ma rację i tak zrobi, bo była konsekwentna. Ja do tej pory pamiętam i bardzo szanuję za to panią Majdan. Stwierdziliśmy, że robimy wszystko, żeby nas nie dopuścili do matury, bo inaczej faktycznie wylądujemy w wojsku. Ona nas przypilnuje, bo jak ja zdam matematykę jak ja nie znam tabliczki mnożenia. I nie daliśmy im szans, żeby nas dopuścili do matury. Powtarzaliśmy piątą klasę, a na drugi rok jako grzeczni chłopcy przyłożyliśmy się do nauki i przepracowaliśmy program. Na studia udało mi się dostać za pierwszym razem.

- Jak wyglądał egzamin na ASP w Krakowie? Pamięta pan ten dzień?

Stanisław Pokryszka: Tak, oczywiście. Jeden dzień był na malarstwo, jeden dzień na kompozycję i jeden dzień na rysunek - jeśli chodzi o praktyczne przedmioty. Egzamin odbywał się w jednej pracowni, więc jeśli ktoś nie skończył namalować w jednym dniu to mógł skończyć następnego. Potem robiło się wystawkę z prac i komisja to punktowała. Do tych punktów dodawało się ocenę z egzaminu z historii sztuki i z języka rosyjskiego. Historii sztuki znakomicie uczyła nas w Zamościu pani Weronika Wawryn. Przez całe studia korzystałem z wiedzy, którą nabyłem w zamojskim Liceum.

- Jednak nie został pan w Krakowie. Postanowił pan wrócić na Zamojszczyznę. To za sprawą kobiety życia?

Stanisław Pokryszka: Nie zostałem w Krakowie. Parę spraw zdecydowało, między innymi żona, która pochodzi z Biłgoraja. Razem robiliśmy maturę. Jak kończyłem dyplom na ASP to już miałem dwójkę dzieci. To jedna sprawa, a druga - ja nigdy nie marzyłem o Krakowie. Widziałem, że ludzie, którzy zostali w Krakowie za wszelką cenę - pałętali się po mieście w poszukiwaniu zleceń. Ciężko było coś znaleźć, bo to trudne środowisko, liczne, a sprzedawanie prac "na murach" nie było sukcesem.

- Pana malarstwo nie jest li tylko czystym malarstwem, farbą olejną położoną na płótnie. Dla mnie to rodzaj instalacji malarskiej, rodzaj malarskich witraży.

Stanisław Pokryszka: Troszeczkę może się tak kojarzyć. Kolorystyczny i graficzny układ. Tak, kolor, rysunek i czasem nawet kompozycja. Ja nie umiem mówić o swoim malowaniu. Tak mnie to bawi, tak to robię. Nie uzależniałem nigdy swojego bytu od malowania, więc nie musiałem się nikomu przypodobywać. Zaraz po Akademii była taka tendencja, że trzeba było malować i sprzedawać, ale tak to trzeba było knoty robić. To mnie nie bawiło. Robiłem w stylu "naród z partią, partia z narodem", tzw. chałtury. Dawało to szanse na zarobienie, czyli dzisiejsza reklama, wówczas propaganda. To mi dawało wolną rękę i nie kolidowało z moim malowaniem. Mogłem dalej robić to, co lubię.

- Zapytam o pana rodzaj ekspresji malarskiej. Gdzieś podpatrzona?

Stanisław Pokryszka: Te faktury to nie jest mój wymysł. Robili to artyści od dziesiątków lat, może od stu lat. I to mi się podobało - wzbogacenie tej faktury, tej struktury. Jeśli chodzi o kolor - to jak wyszedłem z pracowni wspaniałego kolorysty prof. Szancenbacha, tam mnie ten kolor uwiódł. Mam takie fazy - raz mnie ciągnie w kierunku takiego monochromatycznego klimatu, naturalnych kolorów i surowców. Innym razem ciągnie mnie kolor. To więc zależy od okresu, czasem bardziej bawi mnie faktura, czasem kolor.

- Intryguje mnie zastosowanie przez pana płótna i innych surowców w obrazach.

Stanisław Pokryszka: Te faktury to naturalny kolor piasku. Jeśli występuje czarny, to także naturalny kolor bo dodaję sadzy albo pył węglowy, który daje mi ciemny kolor. Czasem uzupełniałem brązem akrylowym. Kleję klejem akrylowym, niewidocznym dla oka. Tak samo płótna - jeśli je zastosuję to z uwagi na ich różną strukturę. To lniane i jutowe płótna, różne w kolorze, o różnych splotach, różne w fakturze. Prezentuję tu najnowsze prace z obserwacji natury. To są skojarzenia całkiem pejzażowe, choć można dostrzec też plany miejscowości.

- Ja odczytuję to jako widok na Ziemię z wysokości szybowca albo plany miejscowości wyświetlane przez wyszukiwarkę "Google".

Stanisław Pokryszka: Ciekawe spostrzeżenie. Ale to też jest kwestia jakiegoś rodzaju pejzażu. Na tych mniejszych pracach zasugerowałem się przestrzenią i głębią.

- Nie podpisuje pan swoich prac. Brak sygnatury i tytułu.

Stanisław Pokryszka: To nie jest jakieś założenie. Brak sygnatury - może przez lenistwo (śmiech). Pewnie będę musiał je kiedyś podpisać. Czasem starałem się dawać tytuły, ale ten tytuł jest mi znany, ktoś inny widzi coś innego. Wymyśliłem kiedyś taką koncepcję, że tytuł będę pisał z tyłu pracy. I jeśli ktoś będzie chciał skonfrontować to będzie miał szansę, ale jeszcze tego nie praktykuję. Mam tu siedem obrazów z cyklu "Stworzenie świata". To w pierwszej sali.

- Czy potrzebuje pan szczególnego czasu/klimatu aby malować? Czy to rodzaj celebry?

Stanisław Pokryszka: Nie mam szczególnego czasu, nie celebruję tego. Nie tłumaczę tego, że muszę malować bo mam takie wykształcenie. Nie. Kiedy mam ochotę to maluję. Mam ten luz.

- To dlatego to pana malarstwo jest takie szczere bo nie obciążone żadną presją?

Stanisław Pokryszka: Ja mam wręcz przeciwnie, tak jak ostatnio. Tę wystawę zadeklarowałem w zeszłym roku. Nie bardzo się do niej zabierałem. W tym roku Jurek do mnie dzwoni i mówi: Masz wystawę na przełomie stycznia i lutego. Ja mówię - spokojnie, może da się przełożyć. Jak stoi nade mną kat to ja mam blokadę i jest mi trudno zabrać się do malowania. Odwrotny skutek.

- To luksus móc żyć według własnego rytmu.

Stanisław Pokryszka: Ja mam coś takiego. Na przykład ktoś zamawia obraz, taki sam tylko mniejszy. Mówię, że namaluję a potem - trwa to latami. Potem mi głupio, potem mi wstyd bo powiedziałem, że nie ma sprawy, że siadam i robię. I jest ta blokada, że to ma być na zamówienie i to wyzwala we mnie opór. Obiecuję, że nie będę malował na zamówienie, można wybierać z obrazów, które są.

- Czy to obawa, że obraz nie będzie tak szczery jak ten powstający z naturalnej potrzeby tworzenia? Że nie będzie doskonały?

Stanisław Pokryszka: No tak, bo zaczynam powtarzać pewne elementy, nawet pewne motywy robię kilka razy. Już mi wytykają, że to "już widziałem, podobne". Ja mówię - owszem, korzystam z tego samego motywu, ale nie ściągam od kogoś tylko od siebie, choć nie wiem co jest lepsze - ściągnąć od kogoś czy kopiować siebie. Na przykład "Ikar", którego robiłem już kilkanaście razy. Teraz już nie chcę go sprzedawać.

- Cykl "Stworzenie świata" uznaję za niezwykle udany i wybitnie interesujący. Dlaczego ten temat?

Stanisław Pokryszka: Ciągnęło mnie do biblijnych tematów. Najpierw chciałem zrobić sceny apokaliptyczne, dzieje grzechu. Miało być między innymi - wygnanie z Raju, pierwszy grzech, w konsekwencji Noe. W pewnym momencie złapałem się na tym, że jak za dużo tej literatury używam to mi zaczyna to przeszkadzać. Później zmieniłem koncepcję i miało być jak Biblia miesza się z mitologią, więc i Atlantyda, i ten czerwony obraz jako "Sodoma i Gomora". To temat dość atrakcyjny i ekspresyjny. To nie było z nadgorliwości pobożnej. Trochę od tego odszedłem.

- A jest taki obraz, który mam pan "przy duszy"? Taki panu bliski?

Stanisław Pokryszka: Każdy jest tak samo ważny.

- A co w planach?

Stanisław Pokryszka: Ja nie mam w zwyczaju planować. Kiedyś robiłem szkice, takie kompozycyjne. Teraz i tego już nie robię. Biorę płótno i maluję.

- Czy pana broda to już nieodzowny atrybut wizerunku? Jest już kultowa?

Stanisław Pokryszka: Prawie tak. Bo jak kiedyś na złość żonie zgoliłem ją, to była straszna awantura. Żona stwierdziła, że inaczej sobie mnie nie wyobraża. Brodę zapuściłem jeszcze na studiach. Takie to były czasy bohemy. I tak już zostało, tylko czas zmienił jej kolor.

- Gratuluje wystawy i dziękuję za rozmowę.

Stanisław Pokryszka: Dziękuję bardzo.


autor / źródło: Teresa Madej, fot. Janusz Zimon
dodano: 2014-01-26 przeczytano: 2808 razy.










- - - - R E K L A M A - - - -




Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu - Twoje źródło informacji

Wykorzystanie materiałów (tekstów, zdjęć) zamieszczonych na stronach www.zamosconline.pl wymaga zgody redakcji portalu!

Domeny na sprzedaż: krasnobrod.net, wdzydze.net, borsk.net, kredki.com, ciuchland.pl, bobasy.net, naRoztocze.pl, dzieraznia.pl
Projektowanie stron internetowych, kontakt: www.vdm.pl, tel. 604 54 80 50, biuro@vdm.pl
Startuj z nami   Dodaj do ulubionych
Copyright © 2006 by Zamość onLine All rights reserved.        Polityka prywatności i RODO Val de Mar Systemy Komputerowe --> strony internetowe, hosting, programowanie, bazy danych, edukacja, internet