|
|
19. edycja Alei Sław: Wieczór Mistrzów. Filozofia Maśluszczaka"Wieczór Mistrzów", czyli rozmowy pod gwiazdami z bohaterem uhonorowanym w "Alei Sław", był czwartą odsłoną spotkań autorskich. To znakomita okazja aby bliżej poznać "Sławę", postać będącą Mistrzem w kulturze, sztuce i nauce. Poznajcie Państwo "melodię zamojskiej pamięci", esej o człowieku i niewidzialnych światach, a spotkacie się z ...magią. (26.06.)
Wieczór, który zdarza się rzadko
XIX edycja "Alei Sław" miała w sobie atmosferę wydarzenia, które zdarza się rzadko, takiego, w którym sztuka, pamięć i osobiste historie splatają się w jedną, niepowtarzalną opowieść. W kameralnym świetle "Alei Sław", pośród tablic pamiątkowych ludzi zasłużonych dla kultury, sztuki i nauki, zasiedli naprzeciw siebie Teresa Madej i Franciszek Maśluszczak. Ich rozmowa, szybko przerodziła się w intymną podróż przez życie i twórczość artysty, podróż, która odsłoniła nie tylko jego warsztat, lecz także jego filozofię człowieka i niewidzialnych światów.
Wieczór Mistrzów był jak spotkanie dwóch wrażliwości: pytającej i odpowiadającej, słuchającej i opowiadającej. Teresa Madej prowadziła dialog z wyczuciem, otwierając kolejne drzwi do świata Maśluszczaka. Padały pytania niezwykłe, nie o technikę, nie o daty, lecz o sens, o samotność, o dobroć, o pamięć. Pytania, które można zadać tylko komuś, kto maluje ludzi z czułością i zrozumieniem. Komuś, kto także wierzy w człowieka, ale i w magię.
Niewidzialna wspólnota
Mistrz Maśluszczak mówił o samotności w swoich obrazach, tej, która nigdy nie jest naprawdę samotnością. "Człowiek zawsze jest z kimś. Choćby w pamięci. Choćby w myśli" - powiedział. Wierzy w niewidzialną wspólnotę, która łączy ludzi poza słowami i poza czasem. Dlatego jego postacie, nawet jeśli stoją osobno, są zanurzone w relacji.
Gdy rozmowa zeszła na obecność tych, którzy odeszli, artysta na chwilę zamilkł. "Czasem mam wrażenie, że ktoś stoi za moim ramieniem" - przyznał. Nie mówił o duchach, lecz o pamięci. O ludziach, którzy go ukształtowali. O panu Poniatowskim z Kotlic, nauczycielu, który uczył go rysunku i gry na akordeonie, i który jako pierwszy powiedział mu, że warto patrzeć na świat uważnie.
W jego opowieści pojawił się obraz dzieciństwa: miejscowość, w której budowano drogę, błoto, drewniane bale jak stare mosty, koparki wykopujące z ziemi piszczele i czaszki zmarłych. "Bałem się takich miejsc" - wspominał. "Bałem się, że chodzę po jakimś świecie, który kiedyś był, który chciałbym sobie jakoś przypomnieć. Miałem wrażenie, że te istoty mają mi coś do powiedzenia, choć ja nie będę rozumiał, co one mówią."
To doświadczenie nauczyło go, że istnieje niewidzialna wspólnota, która łączy ludzi poza słowami i poza czasem. Że człowiek nigdy nie jest sam - nawet wtedy, gdy fizycznie jest sam. "Ta niewidzialna wspólnota, ten drugi świat, to jest dla mnie magia" - powiedział. "Coś, co jest, choć nie da się tego dotknąć ani nazwać do końca."
Sztuka jako rozmowa z drugim światem
Kiedy maluje, ta obecność drugiego świata psychicznego jest z nim. "Może to tylko przewraca się w głowie - dobro ze złem, które cały czas walczą. Sami ze sobą podejmujemy pewną walkę wyboru." Sztuka jest dla niego formą porozumienia, próbą dogadania się z samym sobą, ze światem, z myślami, z pragnieniami. Jest też rozmową z tymi, którzy odeszli, ale wciąż są obecni w tym niewidzialnym świecie.
"Człowiek w moich obrazach nigdy nie jest naprawdę sam, bo zawsze otacza go ta niewidzialna wspólnota, te światy dobre i złe, które współtworzą jego los. To jest właśnie ta magia, w którą wierzę."
Malowanie jako święto
Kiedy mówi o malowaniu, robi to z prostotą, która jest jednocześnie głęboka. "Myślę, że to szlachetna forma. To jest uroczystość. Ja w ten sposób świętuję razem - sam ze sobą."
W jego pracowni malowanie jest modlitwą. Jest rozmową z samym sobą, ale także z kimś, kto stoi obok, niewidzialny, cierpliwy, obecny. Czasem rysunek ma rozbawić żonę Basię, czasem ma ją wzruszyć. Czasem jest poważny, czasem wesoły. Ta dwubiegunowość jest dla niego naturalna, bo "każdy człowiek tak ma".
Twórczość jest dla niego darem. "Wyobraźnia jest dana przez Stwórcę" - mówi. Zapisywanie myśli na obrazie jest potrzebne. Jest modlitwą.
Walizka pamięci
Maśluszczak maluje z wyobraźni, ale ta wyobraźnia jest utkana z pamięci. "Tyle się naoglądałem tego świata, nastudiowałem, narysowałem, że mam ze sobą walizkę pamięci."
Ta walizka jest pełna ludzi prawdziwych. Nie wymalowanych, nie wystylizowanych, nie wyprostowanych sztucznie. Ludzi koślawych, ale pięknych. Ludzi, którzy mają piękne dusze.
W jego opowieści pojawia się scena z matką: chciał zrobić jej zdjęcie przy kuchni, ale mama najpierw musiała się przebrać, umalować usta. Dopiero wtedy pozwoliła na fotografię. To jest właśnie antropologia Maśluszczaka, człowiek w swoich dziennych sprawach, w swojej zwyczajności, w swojej kruchości, w swojej godności.
Ślad indywidualisty
"Każdy artysta ma pewien ślad, po którym go rozpoznajemy." Maśluszczak mówi o Leonardo da Vinci, Rafaelu, Matejce, Gierymskim. O indywidualistach, którzy stworzyli własne światy. Sam również stworzył swój świat, niepowtarzalny, rozpoznawalny, pełen humoru, czułości i metafizyki.
Jego "trójkąt pamięci" to Zamość: pałac Zamoyskich, stołówka na Pereca, kościół franciszkanów, siedziba liceum plastycznego. "To mój trójkąt, który cały czas wydeptywałem." I ten ślad został uhonorowany.
Droga wędrowca
"Ja jestem wędrowcem" - mówi pan Franciszek. Cały czas jesteśmy w drodze: do kuchni, na spacer, po zakupy. Idziemy, wracamy, zapominamy, podziwiamy.
Maśluszczak ma przesąd: jeśli wyjdzie z domu w żółtej koszuli, spotka go coś złego. Wraca więc i zmienia koszulę. To jest piękne, ludzkie, zwyczajne, a jednocześnie metafizyczne.
Wędrowiec w jego obrazach jest kimś, kto idzie i jednocześnie patrzy. "Wybałuszamy oczy, jakie tu są piękne dookoła nas pejzaże, dziewczyny, babcie, dziadkowie, ogrodzenia, domy..." To jest definicja piękna Maśluszczaka.
Poliptyki - dedykacje dla samego siebie
Obraz "Lśnienie" jest jak ikona. Składa się z kwartałów, jak poliptyk. "Tam jest zapis moich myśli." Maśluszczak mówi o cerkwiach z dzieciństwa, o wnętrzach, które oglądał, trzymając się spodni dziadka. Te obrazy zostały mu w pamięci.
Pierwszy poliptyk namalował na swoje 30-lecie. Na odwrocie napisał: "Dedykowany sobie." Na 40-lecie nie dotrzymał obietnicy, ale zrobił na 50-lecie. "To były egoistyczne dedykacje, ale czasami trzeba coś sobie poświęcić."
Potem opowiada przypowieść: W piekle malarza przywiążą do krzesła i każą mu patrzeć na najgorszy obraz, jaki namalował. Dlatego trzeba malować tak, żeby nie cierpieć przez wieczność. Dlatego dedykacja dla siebie jest ważna. Bo czasem trzeba dać sobie prezent. Tak jak dobre słowa, które otrzymał podczas uroczystości. "To jest olbrzymi prezent, obciążenie i zobowiązanie." - podkreślił Mistrz Maśluszczak.
Niedokończone obrazy
Maśluszczak mówi o płótnach porzuconych. Nie dlatego, że nie chce ich skończyć, tylko dlatego, że "farba się nie słucha". Czasem brakuje "ruchowodziciela", który poprowadzi rękę.
Obrazy stoją w kącie jak ludzie, którzy czekają. "One błagają mnie, żebym je skończył." I czasem się to udaje. Bo obraz jest jak człowiek, chce być oprawiony, chce być oglądany, chce być częścią świata.
Jazz, klasyka, cisza i ...Namysłowiacy
Gdyby miał wybrać melodię, która oddaje rytm jego malowania, byłby to jazz. Jazz Ptaszyna Wróblewskiego. Jazz Namysłowskiego. Improwizacja, wesołość, zapomnienie, że jesteśmy fizyczni. Ale w jego głosie pojawiła się nagle nuta szczególna, nuta Zamościa. "Lubię Bacha, lubię jazz, ale lubię też naszych Namysłowiaków" - powiedział. I to "naszych" zabrzmiało jak wyznanie przynależności.
Przypomnijmy, że Karol Namysłowski założył w 1881 roku Orkiestrę Włościańską, dziś najstarszą orkiestrę w Polsce. Potem prowadził ją jego syn, Stanisław Namysłowski. Ta muzyka była obecna w życiu Maśluszczaka od dziecka, nie jako wielka filharmonia, lecz jako żywy, codzienny rytm Zamojszczyzny.
"Kapele wiejskie też grały te utwory" - wspominał. "To było: Hop, hop, za kominem siedzi Mazur ze swym synem..." Podśpiewywał, pohukiwał, jakby wracał do dawnych zabaw, do wesel, do podwórek, gdzie muzyka była nie tylko sztuką, ale częścią życia.
W jego opowieści muzyka staje się tym samym, czym malarstwo: szukaniem szlachetności, improwizacją, modlitwą, zabawą, pamięcią. "Muzyka jest też dla zabawy, słuchania, do modlitwy" - powiedział. I w tym jednym zdaniu zmieścił całą swoją filozofię twórczości. Ale artysta lubi też ciszę, bo cisza jest twórcza.
Lechoń i harfa w kaloryferze
W pewnym momencie Maśluszczak wyrecytował z pamięci wiersz Jana Lechonia Harfa w nocy. Zrobił to z czułością, jakby przywoływał dawnego przyjaciela:
"Ażeby mnie umocnić w wierze, Wzbudzić marzenie, złamać lęk, Przez całą noc w kaloryferze Dzwonił dziś cudny harfy dźwięk...." A potem dodał: "To jest coś pięknego, takie wspaniałe myśli, taka wspaniała rzeczywistość. Ja to wszystko kocham, poezję, kocham poetów."
Wiersz Lechonia jest dla niego jak obraz: zwyczajność, która nagle staje się cudem. Kaloryfer, który staje się harfą. Plusk wody, który staje się koncertem. To jest właśnie świat Maśluszczaka, świat, w którym codzienność potrafi lśnić.
Dobroć jako ślad
Czy człowiek zostawia ślad w ludziach? Maśluszczak odpowiada: -Tak. Dobroć jest człowiekowi potrzebna. Dobroć to dzielenie się słowem, majątkiem, podpowiedzią, wsparciem. Dobroć to podniesienie człowieka wyżej. "Każdy z nas się cieszy, jeżeli nas czasami pochwalą."
W jego antropologii człowiek jest piękny i dobry. Człowiek gra pierwszoplanową rolę. I to się nie zmieni. Choć są krajobrazy Roztocza i Zamojszczyzny, choć są pejzaże, choć jest świat, to człowiek jest centrum.
Melodia zamojskiej pamięci
Filozofia Maśluszczaka jest prosta i głęboka zarazem. Człowiek jest piękny. Droga jest piękna. Pamięć jest piękna. Twórczość jest modlitwą. Dobroć jest obowiązkiem. A świat, nawet koślawy, nawet niedoskonały, jest cudem natury, za który trzeba dziękować.
To jest antropologia Maśluszczaka. To jest jego "Melodia zamojskiej pamięci". To jest Mistrza Maśluszczaka "lśnienie".
Wydarzenie XIX edycja "Alei Sław" pn. Franciszek Maśluszczak w Alei Sław" patronatem honorowym objęli:
Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski,
Prezydent Miasta Zamość Rafał Zwolak,
Starosta Zamojski Stanisław Grześko,
Akademia Sztuk Pięknych Rektor - Rektor prof. Błażej Ostoja Lniski.
Partnerem wydarzenia "XIX edycja "Alei Sław" pn. "Franciszek Maśluszczak w Alei Sław" jest Województwo Lubelskie - Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego w Lublinie Mecenasem - Stowarzyszenie Autorów ZAiKS autor / źródło: redakcja, fot. roztocze.net dodano: 2026-07-07 przeczytano: 111 razy.
Zobacz podobne:
Warto przeczytać:
|
|
|
|