www.zamosconline.pl - Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu
Zamość i Roztocze - redakcja Zamość i Roztocze - formularz kontaktowy Zamość i Roztocze - linkownia stron Zamość i Roztocze - komentarze internautów Zamość i Roztocze - reklama Zamość i Roztocze - galeria foto
Redakcja Kontakt Polecamy Komentarze Reklama Fotogaleria
Witaj w środę, 10 czerwca 2026, w 161 dniu roku. Pamiętaj o życzeniach dla: Bogumiła, Małgorzaty, Edgara.
Czerwcowe przysłowia: Jeśli Piotr święty z świętym Pawłem płaczą, to ludzie przez tydzień słońca nie zobaczą. [...]

Turystyka: Noclegi, Jedzenie, Kluby i dyskoteki, Komunikacja, Biura podróży Rozrywka: Częst. radiowe, Program TV, Kina, Tapety, e-Kartki, Puzle, Forum Służba zdrowia: Apteki, Przychodnie, Stomatologia Pozostałe: Kościoły, Bankomaty, Samorządy, Szkoły, Alfabet Twórców Zamojskich

www.zamosconline.pl Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu


\Home > Opowieści Jeża


- - - - POLECAMY - - - -




Kwak

Z cyklu: PRZYJACIELE Z DZIECIŃSTWA

Spotkałem go przypadkowo w rowie melioracyjnym prowadzącym od mojej rodzinnej wioski w stronę lasu, a potem do rzeki, gdy z Jankiem Wróblów łowiliśmy ryby wiklinowymi opałkami. Był małym, wystraszonym kaczątkiem, unoszonym bezwiednie przez leniwy nurt zmąconej wody. Wziąłem go do rąk, a on przylgnął do moich dłoni i błagalnie patrzył mi w oczy. Jego lewa nóżka była jakoś dziwnie zdeformowana i lekko krwawiła. Nie było wyjścia, postanowiłem mu pomóc, ale chciałem to zrobić bez wiedzy pozostałych domowników. Zanieśliśmy go z Jankiem do stodoły i w zasieku, w którym na przednówku nie było zupełnie nic, z wyjątkiem faszyny służącej za podkład pod zboże, zrobiliśmy legowisko i zasłoniliśmy je workami od strony klepiska. A żeby kolega nie ujawnił mojej tajemnicy, podebrałem z kurnika dwa kurze jaja i dałem mu, by kupił sobie za nie dropsy u siwej babki, która akurat tego dnia z całym handlowym majdanem miała przed wieczorem odwiedzać nasze chałupy i u kogoś zanocować. Janek moją ofertę przyjął bardzo ochoczo. Ja natomiast scyzorykiem wystrugałem dwie maleńkie deszczułki, tak zwane laszczki, obłożyłem nimi oraz unieruchomiłem złamaną kaczą nóżkę, a na ranę założyłem prowizoryczny opatrunek. I o dziwo, nóżka zrosła się prawidłowo.

Z tyłu stodoły zrobiłem wejście bezpośrednio do zasieku, aby skrycie wchodzić do nowego przyjaciela i tam go dokarmiać. Moja konspiracja trwała kilkanaście dni, aż kiedyś moja siostra Wanda zauważyła, że podkradam karmę przygotowaną dla piskląt i gdzieś ją wynoszę. Śledziła mnie, a poznawszy moją tajemnicę, podzieliła się nią z mamusią. I w ten sposób kaczątko trafiło do stadka żółciutkich, kaczych miniaturek, które wykluły się z jaj przed kilkoma dniami. Kwak - bo tak go nazwałem - z trudem adaptował się do nowej, kaczej rodziny, nieustannie sygnalizując swoją dorosłość i samodzielność, by z czasem się z niej całkowicie wyalienować. Po kilku miesiącach wyrósł na urodziwego i dumnego kaczora, wyróżniającego się w stadzie nie tylko wielkością, ale przede wszystkim dostojnością oraz pięknym i wielobarwnym upierzeniem. Swojej dumy i wyższości pozbywał się tylko wtedy, gdy głaskałem jego kolorową główkę, a on odpowiadał mi swoim przyjaznym kwakaniem.

Mijały lata, w zagrodzie co roku pojawiały się nowe kaczątka, które z czasem stawały się dorosłymi kaczkami lub kaczorami. Niektóre z nich przeznaczano na rosół lub pieczeń, inne sprzedawano. A mój Kwak trwał nieustannie, przez jakiś czas przewodził nawet swojej kaczej rodzinie i coraz bardziej przyjaźnił się ze mną. Wielokrotnie odprowadzał mnie dróżką w kierunku gościńca, gdy szedłem do szkoły, kościoła lub spółdzielni. W pewnym momencie zatrzymywał się, kilkakrotnie kwakał, trzepotał skrzydłami, a potem odwracał się i swoim charakterystycznym, kaczym chodem dreptał do sąsiadującego rowu. Podobnie było podczas mojego powrotu. Podchodził, wyciągał kolorowy łepek do głaskania oraz kilkakrotnie kwakał.

Sytuacja powtarzała się przez kilka lat i nasze wzajemne relacje stały się dla wszystkich rzeczą normalną. Jednak z czasem Kwak zaczął tracić swój dotychczasowy urok, trochę zmizerniał, zaczęły wypadać mu pojedyncze pióra, pozostałe zaś stawały się wiotkie i mniej wyraziste, a chód robił się coraz bardziej kaczy i chybotliwy. Tylko jego umysł pozostawał nieustannie sprawny. Nie nadawał się już na pieczeń, a tym bardziej na rosół, z pewnością też nikt nie chciałby go już kupić. W tej sytuacji cała rodzina uznała, że Kwak zasłużył sobie na dożywocie, z czego byłem wyjątkowo zadowolony.

Któregoś dnia tradycyjnie odprowadził mnie w kierunku gościńca, pożegnał na swój kaczy sposób, ale nie zatrzepotał skrzydłami i nie podreptał kąpać się do brudnej wody, tylko długo stał i patrzył za mną. Kiedy wracałem ze szkoły, leżał w tym samym miejscu. Tam też pogrzebałem jego zwłoki.


autor / źródło: Jan Stanisław Jeż
dodano: 2010-01-13 przeczytano: 2505 razy.



Zobacz podobne:
     Kocfaj / 2010-01-13
     Mruczek / 2010-01-13
     Panek / 2009-12-31
     Gniada / 2009-12-29
     Czerwona / 2009-12-28

Warto przeczytać:









- - - - POLECAMY - - - -




Zamość i Roztocze - wiadomości z regionu - Twoje źródło informacji

Wykorzystanie materiałów (tekstów, zdjęć) zamieszczonych na stronach www.zamosconline.pl wymaga zgody redakcji portalu!

Domeny na sprzedaż: krasnobrod.net, wdzydze.net, borsk.net, kredki.com, ciuchland.pl, bobasy.net, naRoztocze.pl, dzieraznia.pl
Projektowanie stron internetowych, kontakt: www.vdm.pl, tel. 604 54 80 50, biuro@vdm.pl
Startuj z nami   Dodaj do ulubionych
Copyright © 2006 by Zamość onLine All rights reserved.        Polityka prywatności i RODO Val de Mar Systemy Komputerowe --> strony internetowe, hosting, programowanie, bazy danych, edukacja, internet